Thursday, July 5, 2007

Wspomnienia z Syberii, Irkuck, Bajkał

RETROSPEKTYWA
Transsyberyjska autoterapia

Dla Nastki, najbardziej nieprzypadkowej przeszkody w zrealizowaniu wizji mej syberyjskiej podróży.

Otworzyć mapę świata i to po współczesnemu, a potem za pomocą myszki a nie palca podróżować sobie po ukochanej Rosji. Tak olbrzymiej, tak dalekiej, dla stóp utęsknionych. Ziemia, która pachniała tylko w wyobraźni wyćwiczonej przez tony tekstów przerobionych, przeczytanych, przelecianych. Jej zapach zamiast me nozdrza wchłaniały wygładzone mury Uniwersytetu. To co mam teraz w sercu nie wyleci nigdy.

Łatwiej Pani wyjechać na Syberię niż zrobić tak prosty gest- powiedziała niedawno moja psychoterapeutka inicjując długie milczenie.

Pół roku to niewiele. Przez pół roku można się przyzwyczaić, zbudować relacje z ludźmi, nauczyć się rozkładu ulic - drogi wyznaczone przez trasy autobusów i tramwjów. Można się nauczyć języka, który wiruje w powietrzu, jego brzmienia, mocy, dać się przez niego opanować. Tak jak wtedy, gdy kupowałam papierosy i Nastka zapytała: „Czemu jesteś niemiła dla tej pani?” „Jak to niemiła?” – odpowiedziałam - „A zresztą ty też brzmisz niemile po rusku.”

Bo taki jest ten język. Tak jak życie w Rosji. Trzeba być silnym by przetrwać, cierpliwym i walczyć o swoje by nie zgasnąć w Raju jakim dla mnie jest Jezioro Bajkał i Syberia. I wciąż wierzyć w Rosję.

Można pisać o niej anegdoty, można pisać do niej inwokacje – szydzić i uwielbiać, przeklinać i kochać. Patos bądź groteska. Nie ma obojętności. Często jest ambiwalencja. Podskórnie to wyczułam czytając Dostojewskiego w szkole, kiedy wybierałam rusycystykę i kiedy spędzałam noce na szukaniu w Internecie możliwości wyjazdu do niej - nie na wycieczkę (na takiej już byłam i wróciłam zakochana w kanałach i cerkwiach, mostach podnoszonych w nocy i metrze najgłębszym w Europie). Nie - chciałam zamieszkać w Rosji.

I tu jakoś ostrożnie z tym patosem. I można by dokonać rozbioru tego zdania powyższego: „Zamieszkać w Rosji”. Bo co? Zamieszkać czyli pomieszkać przez pół roku w 100% wspierana finansowo przez Unię Europejską. I gdzie? W Irkucku, we Wschodniej Syberii, gdzie dowiedziałam się, iż istnieje kolejna grupa mieszkańców największego kraju świata – Sybiracy. Co więcej w mieście z mocno zaznaczoną obecnością Kościoła Katolickiego prowadzonego przez polskich księży, Konsula Generalnego RP, polskich nazwisk i korzeni. Więc ostrożnie. Opowiem Wam po prostu jak to było.

Faktycznie otworzyłam atlas elektroniczny. Spoglądałam na Rosję przesuwając wzrok coraz bardziej na wschód, zatrzymując go na Syberii. Przyciągnęła mnie ta magiczna nazwa – Bajkał. Zachłysnęłam się tą głębokością, naturalnie uformowanym przez słodką wodę dnem, na które pragnęłam opaść skrywając się przed dobrze mi znaną wrocławską rzeczywistością.

Znalazłam przez Internet Program „Młodzież” Komisji Europejskiej, napisałyśmy z Nastką projekt i wyjechałyśmy. Wyjechałyśmy prowadzone przez intuicję co do Rosji i siebie nawzajem, niesione przez jakąś siłę nieznaną.

I teraz wiem, że mogę pojechać wszędzie, otworzyć mapę i znowu wylosować miejsce najbardziej pożądane i wymarzone. Najbardziej nieprzypadkowe.

Zresztą - jak stwierdziła ostatnio Patrysia - przypadki istnieją tylko w gramatyce.

Czy zastanawiała się Pani, dlaczego zainteresowała się Pani Syberią, białym bardzo, bardzo dalekim ZIMNYM światem? Dlaczego wybrała Pani tak odległą i zimną krainę, zamiast np. ciepłej Hiszpanii?

Mieszkałam na Syberii od maja do listopada 2005. Pamiętam do dziś lód na Bajkale w maju, szary blok i gołe drzewa, kąpiele w 5-stopniowym jeziorze w czerwcu, i nagle, niespodziewanie upały nie do zniesienia, duszność klimatu kontynentalnego, piękną złotą jesień, pierwszy śnieg we wrześniu, kurtkę puchową, którą nakładałam już w październiku. Ostatnią noc na ulicy Lermontowa.

Przede wszystkim jednak pamiętam Bajkał. Czasami pokryty był kompletnie mgłą, więc czułam się jak nad ziemią - wycięty skrawek latający gdzieś nad wszystkim co mnie do tej pory otaczało. Na Olhoniu – największej bajkalskiej wyspie - nie było Internetu, elektryczność włączali tylko na kilka godzin dziennie, nie było zasięgu dla komórki, można było kąpać się w zimnym jeziorze lub w bani. Najlepiej jednak najpierw w bani, wypocić wszystkie nieczystości swego organizmu i duszy (w co wierzą Rosjanie), a potem nago, od razu wskoczyć do czystej wody świętego morza (bo dla tubylców Bajkał to morze, ze swym szumem i głębią nie do ogarnięcia).

Na Olhoniu w czerwcu nie było turystów. Były jedynie dzikie plaże i puste stepy, które wydały się nie mieć końca, lasy w wilgotno-zielonym kolorze, porośnięte całe fioletowymi krzakami i Buriaci, którzy nie liczyli czasu, tylko paśli owce, jeździli na koniach i twierdzili, że Nowa Zelandia jest koło Niemiec. Były szczyty i stoki uformowane w kształt serca czy trzech braci i pieczary, w których można nocować, ukryć się przed deszczem i palić w nich ogniska. No i to co mnie poraziło najbardziej - azjatyckie krępe drzewa z korzeniami nad glebą, czasami kompletnie spalone i wysuszone, a jednak dalej rosnące do góry, w bok, do dołu. Byłam w Raju.

Tesknie bardzo do tej wyspy i pozbierac sie nie moge tu w rzeczywistosci, ale...
Duzo tam myslalam i duzo pisalam i troche czulam sie roztrzaskana, znowu rozbita i pokonana przez siebie, bo choc otaczało mnie takie piekno, raj na zewnątrz, Nastka ktora jest przecudowna obok i same dobre rzeczy... to nie pokonało mnie piekno przyrody nie wypełniło miłoscia i szczesliwoscia permanentna…

Rosjanie są dla mnie zagadką. Hmmm. Rosjanie i ja.

Nasze życie towarzyskie przez całe pół roku było dość nietypowe. Nieoczekiwani goście zawitali raz o trzeciej w nocy do nas na balkon na czwarte piętro. Uczestniczyłyśmy w czterodniowym obozie w sekcie, który był kursem jogi według naszych rosyjskich ziomali. Wyruszyło w pogoń za nami aż do stolicy Mongolii dwóch wytrwałych rosyjskich młodzieńców, a darmowe arbuzy nieustannie oferował nam sprzedawca owoców z rynku. Doświadczyłyśmy rozmów w autobusach, na basenie, na ulicy z nieznajomymi, przemiłych tylko dlatego że rozpoznano w nas obcokrajowców. Pokochałam kąpiele w łaźni publicznej. Tam zawsze w sobotę spotykałyśmy dobre ciocie smarujące nas miodem, oferujące magiczny peeling znad Bajkału, wróżki odczytujące przyszłość z kamieni, masażystki twardo ugniatające nasze ciała. Wszystkie one o wyglądzie zwyczajnych kobiet -żon i matek. Nie spotkałam tam kobiety zwyczajnej. Kryją w sobie tyle tajemnicy, piękna, natury i siły.... Poznałyśmy „ruskich kolesi” podrywających w tak żenujący sposób, że nie sposób nie nauczyć się tam asertywności. I na koniec dziesięcioosobowa grupa młodych Rosjan, naszych żonglerów wyćwiczonych, żegnająca nas o 6 nad ranem na lotnisku.

Rosja jest wciąż dla mnie tajemnicą. A jednak spotkałam tam tyle nagości. Nagie ciała pod prysznicami na basenie, gdzie witał mnie napis: „wstęp w stroju kąpielowym pod prysznic wzbroniony”, nagość moja w bani - czy to publicznej wśród ciał pomarszczonych, dojrzałych, ciał młodych, delikatnych jeszcze nie porośniętych włosami, ciał wygolonych, sztucznie zakonserwowanych; czy to w bani drewnianej, wiejskiej – moje ciało wychłostane męskimi rękami, moimi rękami, Nastki rękami, gałązkami brzozowymi w wodzie wymoczonymi. Wdech, para i fala gorąca, zimna woda na klatkę piersiową i ukojenie. Wdech, wydech. Tak wygląda prawdziwa bania.

Nagie me ciało w Bajkale wykąpane, zanurzone, gdy lód jeszcze obok próbuje się stopić z jeziorem, a ja czuję jakby tysiąc igieł wbijało się w moją twarz.

Jednak Rosja nigdy nie stała się dla mnie naga.

Minął rok od powrotu z Syberii. I wciąż doceniam ten czas, pamiętam ten czas. Nawet wtedy, gdy siedząc pod drzewem oliwkowym w listopadzie, chwytam andaluzyjskie promyki słońca, gdy zadaję sobie na nowo to znane pytanie:

Dlaczego wybrałam Rosję, wciąż do niej powracam, wciąż o nią walczę, wciąż jej daję szansę?

Szare ulice w myślach i mozaiki w Kordowie. I czasami już jestem blisko nieznośnej lekkości bytu i myślę sobie: „Tym razem pojadę na pół roku do Hiszpanii!”

Lecz nagle okazuję się, że siedzę i piszę będąc na siedemnastym piętrze w moskiewskim hotelu. Wpadam ponownie w tę głębię Bajkału.

„Wszyscy czytamy gazety” – mówi szkoleniowiec Rady Europy. Mógłby dodać: „Łatwiej zbudować trzydziestopiętrowy hotel, niż zrobić tak prosty gest.”

A jednak wśród pięciu uczestników z Kaukazu, nie ma nikogo z Gruzji. „Rosja/Europa Europa/Rosja. Rola organizacji młodzieżowych” - taki jest nasz temat.

„Jak wszyscy wiemy pewna znana dziennika..., jak wszyscy wiemy pewne głośne „nie” dla..., (…) jak wszyscy wiemy pewien płynący pod ziemią gaz...”

Jak wszyscy wiemy Rosja jest ... CISZA!

Mozaiki się roztrzaskały, wielka chmura wisi od trzech dni nad Moskwą, a ja wciąż przeglądam się w Rosji szukając siebie. Rosja to ja? Nie ma przypadków. A we mnie jest wciąż jeszcze syberyjski trans. Więc cisza. Niech Rosja we mnie trwa.

Wrocław-Moskwa 2006

1 comments:

nastka said...

ivo........
wrocilam wlasnie z tybetu. i niewiadomo dlaczego po wielu miesiacach od kiedy napisalas ten text ja wlasnie dzisiaj i wlasnie teraz go przeczytalam. a za miesiac jade do irkucka spowrotem. na chiwle.

dziekuje.

dziekuje za to co napisalas, za to ze bylas i za to ze jestes.

i za tysiac rzeczy ktore niech pozostana niewypowiedziane, bo to ani pozegnanie ani wyznanie. bo trwasz we mnie.
a chile slow przychodza jak trzeba. przychodzily juz przeciez dla nas nie raz. i niech tak bedzie